Obraza uczuć religijnych czy zbijanie kapitału politycznego? Radny straszy diabłem, memy nie są święte, a Muzeum do tej pory nie miało uwag od zwiedzających. W Gnieźnie rozpętała się burza po tym, jak poseł Zbigniew Dolata z Prawa i Sprawiedliwości oskarżył dyrektora Muzeum Początków Państwa Polskiego o złamanie artykułu 196. Kodeksu Karnego. Chodzi o średniowieczne miniatury i internetowe memy. Jednym z elementów wystawy czasowej "Re: średniowiecze. 1000 lat, 1000 wersji" jest instalacja artystyczna autorstwa historyczki sztuki Zofii Załęskiej. Reprodukcjom średniowiecznych wizerunków religijnych towarzyszyły współczesne, memiczne podpisy, takie jak: ilustracja zmartwychwstałego Jezusa z komentarzem "Kiedy wracasz na imprezę po godzinie spędzonej w toalecie", czy ubiczowanego Chrystusa z tekstem "Kiedy próbujesz wykąpać kota". Poseł Dolata upatruje w tym dopuszczenia się przestępstwa przez Michała Bogackiego, dyrektora placówki. Sprawa miała zbulwersować mieszkańców zgłaszających się do jego biura i skłonić parlamentarzystę do interwencji poselskiej. Muzeum zareagowało niezwłocznie po sygnałach środowisk prawicowych, usuwając część niefortunnych grafik z ekspozycji.
Mówił Jarosław Mikołajczyk, pracownik Muzeum Początków Państwa Polskiego i Radny Rady Miasta Gniezna. Jak podkreśla, wystawa jest czynna od 15 stycznia i do tej pory nikt nie zgłaszał uwag, nie wpłynęła ani jedna skarga od zwiedzających. Co więcej, jego zdaniem ekspozycja zawiera bardziej kontrowersyjne treści.
Sprawa z Gniezna dotyka znacznie szerszego problemu: gdzie kończy się artystyczna interpretacja, a zaczyna obraza uczuć religijnych? I czy każda prowokacja w przestrzeni kultury musi natychmiast trafiać na biurka prokuratorów? Głos w sprawie zajął także miejski radny Paweł Kamiński ze Stowarzyszenia Ziemia Gnieźnieńska, który zwrócił się do dyrektora Muzeum ad personam.
Jak tłumaczył podczas interwencji poselskiej dyrektor Muzeum, wystawa była konsultowana z pracownikami placówki, w tym osobami wierzącymi, i nikt nie dopatrzył się w niej obrazy uczuć religijnych. W oświadczeniu instytucji czytamy, że celem ekspozycji jest pokazanie recepcji średniowiecza od renesansu po współczesność. Instalacja z memami miała badać, jak dzisiejszy język internetu rezonuje z estetyką epoki, w której religia była jednym z najczęstszych tematów sztuki. Twórcy przypominają też o średniowiecznej tradycji groteskowych marginaliów w rękopisach, rubasznych, niekiedy karykaturalnych scen umieszczanych na obrzeżach modlitewników i Biblii. Co więcej, pracownicy Muzeum jeszcze przed wernisażem wystawy analizowali orzecznictwo sądów dotyczące obrazy uczuć religijnych i nie dopatrzyli się w żadnym z eksponatów znamion złamania artykułu 196. Kodeksu Karnego, bo przecież memy nie są święte.
Środowiska prawicowe domagają się dymisji dyrektora Muzeum Początków Państwa Polskiego. Do sprawy odniosła się również Archidiecezja Gnieźnieńska, podkreślając, że wolność artystyczna nie może oznaczać przyzwolenia na trywializowanie wizerunków stanowiących dla wiernych przedmiot czci. Natomiast autorka instalacji tłumaczy, że jej projekt nie był wymierzony w wiarę ani w osoby wierzące, lecz stanowił próbę pokazania, jak współczesna kultura internetowa przetwarza średniowieczne obrazy. Jednocześnie wyraziła zrozumienie dla emocji części odbiorców i zaakceptowała decyzję o usunięciu najbardziej kontrowersyjnych prac. Wystawę "Re: średniowiecze. 1000 lat, 1000 wersji", pomniejszoną o kilkanaście grafik, można oglądać w placówce do 4 października.
